Autor: Słuchacz szkoły AL DENTE, Nieludzki Doktor Adam, Rzymu maniak.

 

Trastevere to magiczna, zaczarowana, zjawiskowa dzielnica Wiecznego Miasta – chciałbym powiedzieć mojego miasta, ale czy ktokolwiek oprócz jego mieszkańców ma prawo tak o nim mówić? Mnie wydaje się, że nie, ale mi się wiele wydaje i często nijak ma się to do rzeczywistości. No ale do rzeczy, bo nie miały być moje pokręcone rozważania filozoficzne tylko subiektywne opinie o knajpkach w Rzymie.

Ktoś zapyta czy w Rzymie mogą być kiepskie knajpy? Otóż wierzcie mi, że tak i ja nawet prawie zostałem w takowej otruty – na szczęście razem z towarzyszką mojej niedoli udało nam uciec i przeżyć mimo nocnych męczarni. I jeszcze zapłaciliśmy za te „posiłki” – gdybyśmy je zjedli to byłyby nasze ostatnie posiłki :)

 

Kiedy 9 lat temu zostałem zabrany przez przyjaciół do Rzymu, pierwszego wieczoru trafiliśmy do restauracji znajdującej się dosłownie a due passi od naszego lokum na Via di S. Cosimato 16. I tu mógłbym skończyć, bo za bardzo nie wiem co powiedzieć, aby to nie zabrzmiało pretensjonalnie czy żałośnie, albo żeby po prostu nie wyjść na kabotyna. Bo (od bo się zdania nie zaczyna) co napisać o miejscu, które otworzyło przede mną nowy wymiar, zmieniło mnie, moje postrzeganie wielu, wielu, spraw zmieniło moje priorytety i uświadomiło mi jak momentami żałosną egzystencje prowadziłem . Oczywiście chodzi o podejście do jedzenia.

Capo de Fero to typowa rzymska restauracja – ta akurat od dawien dawna prowadzona przez braci nazywanych Sardyńczykami, ale nie wiem, czy tak jest w istocie czy ja coś źle usłyszałem lub zrozumiałem (a jest to możliwe). Fakt jest faktem, że jedzenie jest doskonałe. W lokalu serwowana jest kuchnia nazywana z miejscowa cucina romana e marinara. Antipasti-  Mozzarella di bufala, salami, prosciutto crudo np. szynka parmeńska czy najsłynniejsza San Daniele – nieprzetworzona, długo dojrzewająca,czy prosciutto cotto czyli gotowana (w bardzo dużym skrócie), pieczone grillowane bakłażany czy też cukinie, cudne nieśmiertelne bruschetty to tylko niektóre propozycje. Należy też pamiętać o sezonowości – dlatego do Rzymu należy jeździć przez cały rok :).

Primi piatti – można zacząć od zuppa di verdure – zupą warzywną, ale ja osobiście zawsze pytam po co – nie potępiam, żeby było jasne. Akurat w Rzymie są gęste z makaronem, fasolą czy też grochem. Do wyboru cudne makarony – pasty – carbonara – amatriciana – alle vongole- frutti di mare, gnocchi….

Secondi piatti – ja osobiście jadłem coda alla vaccinara – ogon wołu, pierwsze 3 kręgi ogonowe – w które to „obudowane” są bardzo dużą ilością mięśni. Bardzo długo pieczone z warzywami w sosie pomidorowym podawane z dodatkiem chleba, aby na koniec posiłku wykonać tak smaczne jak efektowne – la scarpetta – wytarcie talerza kawałkiem pieczywa – przecież jedzenie nie może się marnować :). Jedziemy dalej – saltimbocca alla romana, trippa alla romana – flaczki :), owoce morza ryby ryby ryby.

Do tego wina, gorące espresso, kieliszeczek limoncello i już nawet deseru nie trzeba. Potem to lody, ale w lodziarniach.

Podczas pierwszego pobytu w Capo de Fero nie było za bardzo miejsca. Przyjaciele, którzy mnie tam przyprowadzili, ubłagali kelnera, a ten zorganizował nam stolik – siedzieliśmy przy szafie z winami więc współuczestniczyliśmy bardzo aktywnie podczas całego wieczoru w kreowaniu atmosfery – w końcu podawaliśmy wino wyciągając je cały wieczór z szafy, oczywiście pod dyktando kelnerów, bez znajomości języka włoskiego ;) a mimo to nie popełniliśmy żadnej pomyłki – przynajmniej nikt nam tego nie okazał – ach ci Włosi :)

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress